Praca na czarno - niebezpieczeństwa
W ciągłym strachu i nasłuchiwaniu
Statystyki przerażają, media alarmują, Ministerstwo Finansów grozi, gospodarka kuleje, a w rzeczywistości najwięcej tracą ci, których sprawa dotyczy najbardziej, ci, którzy w akcie desperacji lub zwyczajnej pogoni za chlebem decydują się na nielegalną pracę w Niemczech. Problem wcale nie odnosi się sektora budowlanego, jak można byłoby przypuszczać, lecz setek kobiet, które zatrudniają się „na czarno” w prywatnych niemieckich domach jako opiekunki osób starszych.
„Dobre” wróżki
Te panie często są nieświadome zagrożeń, jakie niesie za sobą nielegalna praca, zachęcone namowami „dobrej” koleżanki ruszają na podbój świata. Tyle, że o wiele częściej ów podbój świata kończy się fiaskiem w postaci nieistniejącego adresu albo 24-godzinnym strachem, nie zbliżaniem się do okien, skrywaniem się w łazience za każdym razem, gdy ktoś puka do drzwi, czuwaniem w nocy, oglądaniem się za siebie nawet przy zwyczajnym wyjściu do sklepu. Praca zamienia się w paranoję. Paranoję, której można przecież uniknąć.
Wyższe zarobki a nerwica żołądka
Jedynym argumentem, jaki mają na swoją obronę osoby, które pracują bez pozwolenia to wyższe zarobki z racji nieodprowadzanych składek zdrowotnych, emerytalnych czy rentowych. Wyższe zarobki kosztem komfortu psychicznego i bezpieczeństwa, nie wspominając w ogóle o czynnikach etycznych, bo przecież praca „na czarno” jest przestępstwem, za które grozi kara: 5 tys. euro dla opiekunki i 50 tys. euro dla rodziny, która zatrudnia, dlatego też rodziny niemieckie coraz rzadziej decydują się na zachowania niezgodnie z prawem. Nie zawsze przecież sąsiedzi są życzliwi i skorzy do zatajenia informacji o przestępstwie. Tym bardziej, że rząd niemiecki zaostrzył kontrolę i realizuje z rozmachem plan eliminacji nielegalnie pracujących opiekunek dzięki lekarzom rodzinnym, którzy składając regularne wizyty w domach swoich pacjentów mogą monitorować z powodzeniem sytuację.
Z własnej kieszeni
Nieopłacony pakiet socjalny to nie wszystko, pracujące „na czarno” opiekunki nie posiadają również ubezpieczenia, a w konsekwencji każda wizyta u lekarza oznacza wydatki z własnej kieszeni. Co prawda niemiecka służba zdrowia działa o wiele sprawniej niż nasza rodzima, ale też jest o wiele droższa. Za dobę w niemieckim szpitalu możemy zapłacić ok. 500 euro, cena oczywiście nie obejmuje badań, zabiegów ani operacji.
Ten artykuł nie ma odstraszać, ale przestrzegać. Przed ludzką naiwnością i pazernością. Przed ruszaniem na oślep. Drogie Panie, przed wejściem do autobusu zadajcie sobie pytanie, czy warto aż tak ryzykować.
